Pamiętam z czasów dzieciństwa powiedzonko z w stylu ,,tylko głupi ludzie się nudzą” tudzież ,,inteligentni ludzie nigdy się nie nudzą”. To były czasy, kiedy na mieszkanie dostawało sie przydział, natomiast w pracy święta, weekendy i wieczory  były NIENARUSZALNE. Dzisiaj jesteśmy w czasach, w których powyżej wymienione to pobożne życzenie, raczej nie do spełnienia. Co ciekawe aktualnie wszystko zmieniło swoje znaczenie – zaharowywanie się to ,,ambicja”, pracoholizm to ,,staranie się i konsekwencja w pracy”, a święta jeżeli wolne to już ,,ciężki wypas”. Dlaczego więc kiedy współczesny człowiek pracuje jak wół, często ponad siły, zaburzając swoją higienę życia, to taka skrajność jest OK, ale przeciwieństwo tego stanu czyli NUDA to już głupota lub brak inteligencji?  Uważam, że w dzisiejszych czasach to powiedzonko powinno zamienić sie na ,,tylko zdrowi ludzie sie nudzą”, lub też ,,szczęśliwi ludzie potrafią się nudzić”. Tu wchodzę ja – cała na biało i daję zielone światło ,,MARNUJCIE CZAS” JEŻELI TEGO POTRZEBUJECIE.

No właśnie czym właściwie jest to marnowanie czasu… Otóż przez dobrych parę lat wszystko co robiłam po pracy było po coś, było jakieś, miało cel, miało treść, było ambitne / ważne / fajne – mogę tak wymieniać. Jak film to wartościowy, jak książka to ambitna, jak ,,wolny” wieczór to zaplanowany od A do Z, jak weekend to koniecznie aktywny i w świetnych miejscach i tak dalej. Reasumując nawet kiedy miałam czas wolny po pracy to rozwijałam cały wachlarz oczekiwań w stosunku do siebie i swojego relaksu. Oczywiście był to WARTOŚCIOWO SPĘDZONY WOLNY CZAS, natomiast zawsze – ale to zawsze mój mózg pracował bez przerwy na pełnych obrotach.

Dzisiaj już wiem, że odpuszczenie sobie w 100% potrafi być dużo bardziej wartościowe niż szereg ważnych rzeczy, które zrobimy. Moment, w którym daję sobie czas na zwykłe leżenie w łóżku, pizzę na telefon zjedzoną w tym samym łóżku, oglądanie serialu, który kompletnie nie ma sensu za to ma 1000 odcinków TO JEST MOMENT W KTÓRYM TOTALNIE ODPOCZYWAM. Nie mam na to zbyt dużo czasu, taki reset to wciąż wielki wyjątek, ale W KOŃCU – znajduję na niego chwilę w tym wielkim życiowym biegu. I przede wszystkim już nie robię sobie wyrzutów, że ten czas ,,marnuję”, nie dojeżdżam się, że w tym momencie mogłabym robić coś ważnego, wartościowego ,,sensownego”, nie patrzę na to, że w tym czasie znajomi są w galerii sztuki lub gotują hiszpańską kolację. Nie! Dlaczego? Bo marnowanie czasu, bo ,,nuda” też ma wielki sens.

Jesteśmy kompletnie przebodźcowami, pędzimy jak konie wyścigowe, żyjemy w świecie rywalizacji, przedmiotów i drożyzny. Biegniemy, biegniemy, biegniemy za czymś, co nigdy nie przyniesie nam szczęścia i satysfakcji jeżeli po drodze w tym maratonie nie będziemy się zatrzymywać. Na trochę, z głową tylko tu i tylko teraz, gdzie ciało i myśli są w tym samym miejscu, nie ma wczoraj nie ma jutro, nie ma ,,trzeba”.

Jesteś Ty, kołdra / trawnik/ wanna / durny serial lub patrzenie przed siebie i absolutny brak planu. Spróbuj – zakochasz się :)

Total
71
Shares

5 comments

  1. Ja nazywam to odmóżdżaniem :D Ale również praktykuję i bardzo polecam powyższą metodę :)

  2. Witam. Umiejętność marnowania czasu jest przywilejem ludzi starszych, którzy z doświadczenia wiedzą, że ile by się czasu nie spędziło w pracy, to i tak jest za mało. Z wiekiem uczą się dystansować do życia, a co za tym idzie, cudownie marnować czas na głupoty ;-). A poza tym, Jakson Brown w „Małym poradniku życia” napisał „jeszcze nikt na łożu śmierci nie żałował, że za mało czasu spędził w pracy” ;-) Pozdrawiam

  3. Trutniowa… oj Pan Brown wygrał tym podsumowaniem :D żywa prawda!!!! Bardziej martwi mnie, że zaczęłam zaliczać się do „ludzi starszych” :P przeżyję jakoś :D

  4. Mogłam napisać „dojrzali umysłowo” ;-) Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*