Miałam jakieś 14 lat kiedy dumnie nosiłam różowe sztuczne futro, białe futrzane dodatki oraz wiele innych puszystych rarytasów. Byłam totalną królową futer, ale nie tylko! Byłam także niezaprzeczalną władczynią srebrnych butów i torebek. KOLEKCJONOWAŁAM JE i mimo tego, że wtedy w Kielcach nie było jeszcze wielkich galerii handlowych z szalonym wyborem, to ja miałam całą kolekcje kosmicznych butów i toreb wyszperanych na targach, wyprzedażach, w lumpeksach i innych egzotycznych miejscach.

Byłam całkiem nieokrzesaną nastolatką – jak oczywiście większość nastolatek. Dzisiaj już wiem, że to dziecięce nieokrzesanie warto pielęgnować, a nie wraz z dorastaniem chować je głęboko pod oczekiwania innych – tych z ,,dorosłego”, bardziej ,,obeznanego” i ,,wielkiego” świata.

Zdjęcia: Karol Niziołek / The Other Side

kamizelka: Mohito, zdjęcie: Karol Niziołek / The Other Side

15 lat temu nie było końca zdziwionym spojrzeniom w moim kierunku. Cóż to za stwór chodzi po ulicach miasta, które przecież musi być szare, prawda? Te moje puszyste i błyszczące ubrania wzbudzały niemałe zainteresowanie, a wielokrotnie – srogie potępienie, czasami śmiech. Byłam wtedy tak głęboko przekonana o tym, że te rzeczy mi się podobają, że takie opinie nie wpływały na mnie WCALE. Nie twierdzę, że wyglądałam jak blogerka z Paris Fashion Week’a :P ale nosiłam to co lubiłam i czułam – to było dla mnie najważniejsze, te ciuchy były częścią mojej tożsamości i mojego wyrażania siebie.

Później przeprowadziłam się do Warszawy i sprawa się zmieniła… W tym czasie sztuczne futra były uznawane w stolicy za jakąś straszną bidę i wypadało nosić świeżo zabitego jenota, a nie różowe sztuczne futerko. A srebrne buty czy torebki? JEZUSIE CHRYSUSIE za to czułam się ukamienowana. Okazało się, że w tym wielkim świecie została trochę przytłoczona i przybrałam rolę ,,małej Basi z małego miasta”, która już nie czuje się aż tak niezależną od opinii maszyną. Z jakiegoś strasznie niezrozumiałego dla mnie  powodu jako 18-latka stwierdziłam, że ludzie z ,,wielkiego miasta” muszą być lepsi ode mnie, muszą mieć rację, prawda? Przecież to ludzie z ,,wielkiego świata” wiedzą co jest fajne, znają się na wszystkim, a nie ja, prawda? I tak krok po kroku odstawiałam głęboko do szafy swoje błyskotki, puchate rzeczy a wraz z nimi bycie JAKĄŚ… Co gorsza wpadłam w skrajność i moje przyjaciółki nazywają to ,,erą szarych kardiganów” bo zaczęłam nosić się na szaro/czarno i wszystkie moje rzeczy były (o zgrozo) ,,KLASYCZNE”.

Płaszcz: Lavish Alice / Zalando, zdjęcie: Karol Niziołek / The Other Side

Sporo zmieniło się po około 2 latach kiedy Warszawa przestała być taka niesamowita i niedostępna, ale olśnienie ubraniowe dopadło mnie chwilę później. Otóż głęboko osiadając na salonach, gdzie siłą rzeczy oglądałam tysiące ,,najmodniejszych” stylizacji ze ścianek. Okazało się, że cała masa rzeczy, które kiedyś były w moim nieakceptowanym przez świat ,,top of the top”, nagle stały się kosmicznie modne i po prostu MUST HAVE. Zaczęłam myśleć ,,halo, halo przecież ja to nosiłam 10 lat temu…”. Tak oto straszny proces dopasowania się totalnie zmienił kierunek i zaczął iść za prawdziwą sobą i nie chodzi tu tylko o kolorwe futerka :P Nie wiecie jak bardzo rozbawiło mnie, że w zeszłym roku hitem sezonu okazały się wszelkie srebrne buty, a w tym sezonie wszyscy ocipieli na punkcie sztucznych, kolorowych futer. Bawi mnie to bo 15 lat temu SAMA SZYŁAM SOBIE KOLOROWE FUTRA, bo w sklepach takich nie było. Potem zostałam wyśmiana, dzisiaj za moje stare futro oddałabym pół szafy.

Jaki z tego wniosek drogie dzieci? Wbrew pozorom nie taki, że trendy są do dupy, nie nie. Wniosek jest taki: nie będziecie fajniejsi jeżeli dopasujecie się do nowych trendów czy do ,,środowiska”. Przeciwnie: będziecie mniej fajni, bo wykastrowani o swoją indywidualność. I tak to co nosicie  i jest modne oraz  fajne według ,,środowiska” zaraz wyda się już mało cool bo manekiny w H&M się pozmieniają i wypada założyć inny typ obcasa. Nawet jeżeli lubicie modę, a właściwie szczególnie jeżeli ją lubicie – zapomnijcie o tym co wypada a co nie. Głównie dlatego, że i tak za dwa lata powiedzą Ci, że to mega passe, a za 4 lata uznają Cię w tym samym ciuchu za ikonę stylu. Jedyne co się liczy to TOŻSAMOŚĆ, bo nosząc się po swojemu stajesz się sobą – z pełną siłą.

Lubisz połyskujące bombery mimo, że za dwa sezony na bank będą modowym dramatem? NOŚ JE DO 70-TKI. Kochasz cekiny mimo że wypada je nosić raczej w karnawale – ZAŁÓŻ JE NAWET NA PLAŻĘ. Plastikowa, kolorowa biżuteria? ŚWIETNIE, ZAKŁADAJ. Jakiś czas temu wróciły już klapki do skarpet, więc  czy to co Ty zakładasz może być na serio bardziej szokujące? NIE. Bądź odważna/y w byciu sobą – zaufaj temu co lubisz, temu co Ci się podoba, popełniaj kroki, które inni uznają za ,,modowe błędy” – co z tego? Tylko w stroju, który jest 100% Twój będziesz czuł się jak zwycięzca, który może podbijać świat :D

Płaszcz: Lavish Alice / Zalando, buty: Top Shop, Spodnie: vintage, torebka: Mohito
Dancing Shoes <3 Top Shop

A na koniec dodam małą historyjkę. Pamiętacie mój wywiad z Los Angeles z Yolą Czaderską Hayek? Szaloną dziennikarką noszącą właśnie RÓŻOWE FUTRA i tęczowe garsonki od mniej więcej 40 lat, kiedy zawitała do starego Hollywood? Ma za sobą wywiady z każdą największą gwiazdą świata i rozdaje Złote Globy… Zawsze patrzyli na nią jak na egzotyczne zjawisko, a mimo tego (a może właśnie dlatego?!) osiągnęła w życiu spektakularne rzeczy.

Ona pytana o swój styl odpowiada ,,Yola is Yola. Take it or leave it…”

I na tym zakończę mój wywód. Srebrne buty i różowe futra z mojej szafy nie znikną już… nigdy. Tak samo nie porzucę już nieokrzesanej  nastolatki, która we mnie tańczy…

Sztuczny lis i kurtka: New Look, zdjęcie: Karol Niziołek / The Other Side
Total
104
Shares

6 comments

  1. Brawo Baśka!Może jako facet nie ubiorę różowego futerka, ale w pełni się zgadzam! :D Tak trzymaj! ;)

  2. Ja uwielbiam świecące i błyszczące ubrania i dodatki, mimo że mam juz sporo lat na karku ;) Nie ważne co mówią inni, ważne co nam w duszy gra :)

  3. Ja za to od zawsze nosiłam włosy obcięte „na zapałkę” i potem wszyscy zaczęli ;-). Co do różowych futerek, to zdecydowanie nie ja, ale wielkie powyciągane swetry jak najbardziej! Moja wredna córka zawsze powtarza, że jak coś ma kształt i kolor worka po kartoflach, to mamusia na pewno kupi! Pozdrawiam

  4. Trutniowa… włosy na zapałke powyciągany sweter <3 ideolo!

    Boreliozaonline… im starsza tym lepiej jej w brokacie :D !!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*