Schematy… takie magiczne szufladki, w które dla uproszczenia wprowadza nas mózg. Często oceniamy całkoształt człowieka poprzez jego wyznanie, zawód, poglądy polityczne, sytuacje życiową a czasem nawet przez strój. Nie pasuje do naszego świata? Nie ma relacji. Jesteś normalny jeżeli poddajesz się schematom. Ale mądry jesteś wtedy, kiedy je odpychasz i oceniasz świat po swojemu, a nie tak jak narzucają Ci stereotypy. Wtedy możesz na przykład otworzyć się na ludzi, którzy nawet jeżeli nie są ,,z twojego świata” potrafią bardzo zaskoczyć, a nawet nauczyć Cię czegoś bardzo ważnego… Ja  na przykład spotkałam WIĘŹNIA, a oto nasza historia.

Pamiętam czasy jak na początku studiów w kółko jeździłam między Kielcami a Warszawą, a środkiem transportu był stary dobry pociąg. W kilka lat nawiązałam w tym pociągu kosmiczną ilość znajomości, które chociaż kończyły się po wyjściu z wagonu, to na zawsze zostaną w mojej pamięci. To były czasy, kiedy ludzie do siebie MÓWILI. Nie było jeszcze smartfonów, więc zamiast otwierać się na wirtualny świat otwierało się na świat, który był tuż obok. Teraz znacznie rzadziej jeżdżę pociągami, ale myślę, że nawet jakbym jeździła non stop to i tak nie doświadczyłabym tak kwiecistych i wspaniale popieprzonych znajomości jak te, które zawierało się na 3 godziny te 10 lat temu.

Do niedawna…

Wsiadam w Warszawie, w moim wagonie siedzi chłopak. Proszę o wrzucenie mojej walizki na półkę – zgadza się grzecznie, dobrze mu z oczu patrzy. Nie dalej jak 5 minut później zagaduje gdzie jadę, że pogoda taka a nie inna, a w pociągu jakoś zimno… Biorąc pod uwagę doświadczenia ostatnich lat byłam zdziwiona, że ktoś do mnie tak otwarcie zagaduje, tym bardziej, że w kilku pierwszych zdaniach pojawił się wyraz NARZECZONA, więc nie chodziło o podryw. Parę minut później zagadka się rozwiązuje wywołując na mojej twarzy prawdopodobnie spektakularną minę. Pan od wielu lat nie żyje w naszej rzeczywistości, nie wie jak to jest być przywiązanym do telefonu… Pan mówi, że od siedmiu lat jest WIĘŹNIEM i właśnie wraca do więzienia po przepustce… Także tak, story of my life – zawsze coś porąbanego musi mieć miejsce  :D

Mój automatyczny schemat w mózgu krzyczał UCIEKAJ, ZMIEŃ PRZEDZIAŁ, ale ciekawość ludzi i walka ze schematami, których nienawidzę (przede wszystkim swoich!) spowodowały, że coś powiedziało mi ,,zostań i posłuchaj”. Okazało się, że historia jest wstrząsająca. Chłopak jako gówniarz wsiadł po alkoholu do samochodu.  Przeżył. Reszta pasażerów zginęła… Sam powiedział, że i bez więzienia wiedział, że popełnił śmiertelny błąd, którego nigdy sobie nie wybaczy. Tak czy siak od siedmiu lat siedzi, a od jakiegoś czasu dzięki dobremu sprawowaniu może pracować jako wolontariusz i wychodzić na przepustki, podczas których podróżuje po Polsce. Z biegiem rozmowy WIĘZIEŃ stawał się w moich oczach bardzo fajnym i bardzo mądrym człowiekiem, który otworzył mi oczy na bardzo nieznany mi świat.

Dlaczego zagadał? Prawdopodobnie dlatego, że jego wolność zatrzymała się w czasach, kiedy ludzie do siebie MÓWILI. Nie miał smartfona, a w więzieniu nie ma internetu, więc na przepustkach nie zdążył jeszcze nim przesiąknąć do poziomu uzależnienia, w którym  my – wszyscy ,,wolni” ludzie – mocno tkwimy. Z tego spotkania wynikała jakaś taka dobra, zwykła prostota. Pani z telewizji i więzień siedzący obok. Ja opowiedziałam mu o tym, jak to jest pracować na ekranie i jak różni się to od wyobrażeń, a on mi o tym, że wychodząc na przepustkę może mieć na tydzień 6 kilogramów jedzenia i ważenie prowiantu łączy się zawsze z rytualnym wręcz upokorzeniem przez strażników. Dwa zupełnie inne światy, które spotkały się i zrozumiały – z tego powstała po prostu świetna rozmowa dwojga równych sobie ludzi, będących na sam koniec w identycznej sytuacji… wagonu PKP.

Mój towarzysz podróży przypomniał mi dodatkowo, że JAK CHCESZ TO MOŻESZ. Otóż przestraszony swoją niepewną przyszłością chciał zrobić COŚ żeby nie przepaść po wyjściu – za 3 lata czyli po 10 latach w zamknięciu. Będąc od wielu lat w celi, przy pierwszych kontaktach ze światem zewnętrznym zaczął… organizować własny biznes. Sprawy typu poszukiwanie lokalu pod wynajem czy szukanie pracowników załatwiał  NA PRZEPUSTCE  (za każdym razem ze wspomnianymi sześcioma kilogramami jedzenia do dyspozycji). Biznes prowadzi jego narzeczona, która wcześniej była tylko koleżanką, ale UWAGA poprosiła go ,,o rękę” na jednej z przepustek :D Dzisiaj siedząc w więzieniu zarabia na niego drobny, ale dochodowy LEGALNY biznes, który daje mu szanse na normalne wyjście na wolność za kilka lat. A przecież… miał wybór, mógł stwierdzić jak wszyscy myślący schematycznie ,,jestem skazańcem, przegrałem życie, nie ma dla mnie przyszłości” . Słysząc takie historie boli mnie mózg jak słyszę od wolnych, zdrowych, młodych ludzi, że NIE MA PRACY, NIE DA SIĘ, NIE MOGĘ. Wszystko się da. Trzeba tylko wyjść poza swoje własne schematy i CHCIEĆ.

Polecam otwierać się na ludzi ,,nie z naszego świata” – innych, inaczej ubranych, o innych kolorach skóry, innych wyznaniach, innych poglądach politycznych, innym wykształceniu i historii. Przy bliższym poznaniu WSZYSCY niezależnie od pozorów czy ,,opakowania” w środku jesteśmy wartościowi i bardzo bardzo interesujący . Mówmy do siebie na przystanku, w sklepie, w autobusie czy pociągu. Uczmy się od siebie, zamiast odgradzać się ekranami telefonów i… SCHEMATAMI ;)

Ja na przykład znowu będę częściej jeździła pociągami :D

Total
74
Shares

4 comments

  1. Basiu, kolejny dobry tekst. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy, bo jesteś prawdziwą inspiracją dla mnie;) pozdrawiam, M

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*