Borelioza. Wszyscy chorujący na tę poważną i bardzo uciążliwą chorobę szukają złotego sposobu na jej wyleczenie. Czy istnieje? Nie wiem i zdaje się, że naukowcy też nie wiedzą, bo to choroba, która wraca jak bumerang nawet po wielu latach. Wiem natomiast, że po 10 latach życia z tą radosną przypadłością w końcu minęły mi wszystkie objawy, a badania krwi (LTT wykonane w klinice w Niemczech) pierwszy raz od wielu lat pokazują optymistyczny wynik: brak aktywnych borelii. Jak to się stało? Zrobiłam eksperyment, a bohaterem był on – biorezonans. 

Zacznijmy od początku. 

BORELIOZA – choroba ,,odkleszczowa”, z którą żyję od 10 lat. Choruję na tyle długo, że próbowałam wielu rozwiązań, które mogłyby mi pomóc. Historia mojego uroczego odkrycia i przebiegu tej choroby jest zamieszczona w poście pod tym linkiem , natomiast nie będę opowiadała o początkach, a o tym jak ostatnio starałam się jej pozbyć.  Dlaczego po tylu latach wciąż muszę się ,,starać”? A no dlatego, że po wielu miesiącach bardzo męczącej antybiotykoterapii, którą przeszłam parę lat temu, choroba znowu wróciła parę miesięcy temu. Symptomy z pewnością nie były nawet w połowie tak silne jak za pierwszym razem, jednak bardzo wyraźnie ponownie czułam mrowienie i drętwienie w kończynach, zaburzenia rytmu serca, problemy z nastrojem i pamięcią, zawroty głowy, skurcze w kręgosłupie, bóle stawów, a nawet uciążliwe, nawracające zapalenia gałek ocznych. Trzeba było COŚ z tym zrobić, ale byłam zdecydowana, żeby spróbować nawet czegoś nietypowego, byle nie wracać ponownie do leczenia antybiotykami. Metoda ILADs, chodź wyciągnęła mnie ze strasznego stanu i uratowała mi życie (dlatego nie jestem jej całkowitą przeciwniczką), to bardzo obciążyła mój organizm i czas leczenia wspominam dość traumatycznie. 

BIOREZONANS – metoda, która w Polsce jest równie nieznana co kontrowersyjna. Nie mam wątpliwości, że pod tym postem pojawi się masa opinii sceptyków, którzy nawet nie doczytają artykułu do końca. A doczytać warto, bo przez dobre 8 konsekwentnych miesięcy eksperymentowałam na sobie, żeby sprawdzić czy biorezonans może pomóc mi w walce z boreliozą. Zdecydowałam się na terapie na biorezonansie, konkretnie Bicom 2000, Bicom Optima i Trikombin, które są refundowane przez kasę chorych w krajach z bardziej  ,,otwartą” i silnie rozwiniętą służbą zdrowia. Te kraje to: Szwajcaria, Niemcy, Austria. Czyli już mamy odpowiedź, że nie jest to wróżenie z fusów ale uznana w Europie metoda leczenia. Ponadto te urządzenia mają status urządzeń medycznych a za samą metodę naukowcy, fizycy dostali Nagrodę Nobla.

Kontrowersje w Polsce wynikają z bardzo prostej historii. Nie jest to metoda uznawana u nas za oficjalną metodę leczniczą, więc nie ma też dla niej konkretnych regulacji, ustaleń prawnych i tak dalej. Dlatego biorezonans mogli swojego czasu kupić sobie ludzie, którzy nie mają kompetencji, aby z tego sprzętu korzystać. To zaowocowało wieloma placówkami ,,krzakami” z różnymi podstawowymi maszynami, które kosztują od około 1000 zł (serio coś wartości depilatora może leczyć? :D), kiedy dla porównania Bicom Optima kosztuje 135 tys zł.  Ale dla niektórych biorezonans = biorezonans i nie przemówisz, że te maszyny się różnią. Dlatego gabinet biorezonansu trzeba wybierać świadomie. W Polsce mamy tylko 22 autoryzowane gabinety biorezonansu Bicom i 5 gabinetów, które mają biorezonans Trikombin. Biorezonans to metoda bazująca na czystej fizyce, a konkretnie na polu elektromagnetycznym.  Wykorzystuje drgania elektromagnetyczne do pobudzania organizmu do autoregeneracji. Brzmi skomplikowanie i sama szczerze powiedziawszy mało z tego rozumiem. To, co jednak wiem z całą pewnością, to że przychodzisz, siedzisz 1,5 – 2 godziny, nakładają na Ciebie specjalne opaski lub trzymasz w dłoniach elektrody i na podstawie badania ustawiane są programy terapeutyczne, które działają odblokowująco, usuwają patogeny pod stan Twojego organizmu, a potem bezboleśnie odbywa się terapia. Po pierwszych terapiach można czuć się mocno skołowanym, dlatego warto mieć kierowcę, który odwiezie nas do domu. Po kilku terapiach jest już kompletnie bezobjawowo.

Podczas mojego ostatniego nawrotu choroby trafiłam na biorezonans do niewielkiej  kliniki Bicomedica w Piasecznie. Gabinet prowadzą pasjonatki medycyjny naturalnej i niekonwencjonalnej, które latają po całym świecie, żeby uczyć się od najlepszych lekarzy, którzy zajmują się biorezonansem od trzydziestu lat. Mimo, że nie są lekarzami wiedzą o boreliozie więcej niż większość lekarzy, z którymi miałam do czynienia podczas poszukiwania odpowiedzi na temat mojej choroby.

Przyznaję, że do sprawy podeszłam bardzo sceptycznie, bo ciężko jest od początku uwierzyć w jakieś elektrody i fiolki. Jednak przez ostatnie kilka miesięcy, czyli przez kilkadziesiąt godzin terapii, oprócz tego, że przeczytałam tam masę książek (podczas terapii nie można używać telefonu :P), to jeszcze  poznałam wielu ludzi, którzy opowiadali mi swoje historie i również zgodnie uważają – biorezonans działa. 

Mimo wszelkich namacalnych dowodów w internecie z łatwością można znaleźć teorie, które mówią, że biorezonans to placebo. Brałam je pod uwagę, dlatego wykonałam szczegółowe badania krwi po zakończonej terapii. Przed terapią wynik badania krwi to aktywna borelioza, po kilku miesiącach terapii, badanie LTT wykonane w niemieckiej klinice wykazuje brak aktywnych borelii. Nie wiem na ile skuteczny jest efekt placebo, ale jeżeli potrafi usuwać wszelkie symptomy oraz śmiertelną chorobę z krwi to też ekstra :P Natomiast ja jednak jestem za teorią, że biorezonans po prostu DZIAŁA.

Moje leczenie trwało długo, bo kilka miesięcy nie brzmi przecież jak kaszka z mleczkiem. Byłam bardzo konsekwentna – najpierw chodziłam dwa razy w tygodniu (maszyna Bicom Optima), później jak było lepiej – raz w tygodniu lub nawet rzadziej (maszyna Trikombin). W momentach, w których prowadziłam zdrowy tryb życia i trzymałam dieta efekty były szybsze – według wskazań biorezonansu i mojego samopoczucia robiłam szybkie postępy.  Natomiast przykładowo kiedy zabalowałam na Ibizie i od razu dowaliłam sobie wyjazdem do Bośni na 47-stopniowe upały (borelie  mnożą się w upale jak szalone), to zafundowałam sobie spory regres i prawdopodobnie na własne życzenie znacznie wydłużyłam leczenie. Jedno jest pewne – ta maszynka zawsze potrafiła trafnie ocenić mój stan zdrowia.  Biorezonans zaskakiwał mnie wiele razy przez te kilka miesięcy, ale najbardziej zaskoczył mnie, kiedy ostatecznie poinformował, że aktywnych borelii już u Barbary nie ma… 

Biorezonans nie obiecuje Ci wyleczenia choroby, tak samo jak nie obiecają tego antybiotyki ani żaden lekarz, bo na ten moment nie jest to choroba, o której ktokolwiek może na 100% powiedzieć, że ją wyleczył. Biorezonans może zapewnić cofnięcie symptomów i wybicie  aktywnych borelii, które akurat powodują Twoje bóle stawów, pleców czy inne zawroty głowy. Podkreślam AKTYWNYCH, bo formy ,,opancerzone”, nieaktywne czyli cysty wciąż mogą być i z pewnością są, dlatego nie planuję przerywać całkowicie terapii tylko co 3-4 tygodnie regularnie się kontrolować i przechodzić 2-godzinny cykl terapii – cały czas to robię. Niestety – borelioza to nie katar i przez 10 lat już się tego nauczyłam, że nie miejsca na ,,zapomnę, że ją mam” i jest wielka szansa, że wróci w momentach osłabienia i przemęczenia. Biorezonans (ani żadna inna metoda) nie da Ci pewności, że nie ujawnią się kolejne, ukrywające się cysty, jednak Ci, którzy chorują na boreliozę wiedzą, że rozwiązanie, które powoduje cofnięcie aktualnych symptomów to i tak  wielka ulga i dar z niebios. 

Czy warto? Po moim wielomiesięcznym eksperymencie powiem WARTO. Koszt takiego leczenia wcale nie jest niski, natomiast miesięcznie jest zbliżony do kosztów leczenia antybiotykami metodą ILADS, z ta różnicą, że nie niszczy organizmu, a go odbudowuje. Do leczenia na ,,kasę chorych” nawet nie porównuję, bo tam w przypadku boreliozy kosztem jest często utrata życia, więc tego nawet nie biorę pod uwagę. Czy jest tak samo skuteczny jak metoda ILADs? Nie przyszłam na biorezonans w tak agonalnym stanie w jakim byłam na początku choroby, więc na własnym przykładzie nie jestem w stanie tego stwierdzić. Jednak poznałam tam osoby, które były w ciężkich stanach chorobowych i wyszły z nich za pomocą tych maszynek w połączeniu z dietą, ziołami czy ozonem – wierzę im na słowo. 

Biorezonans już zawsze będzie moim kumplem, a do kliniki w Piasecznie pewnie już zawsze będę wpadała jak do domu :P Mam plan bywać tam regularnie i sprawdzać czy borelie nie wyszły potańczyć w moich stawach. Nie pozwolę tym wstrętnym francom ponownie wrócić w moje życie, a jeżeli kosztem ma być siedzenie przez dwie godziny i czytanie książek to ja w to wchodzę :) 

Życzę Wam wszystkim zdrowia!!! Testujcie różne możliwości i pamiętajcie – życie macie tylko jedno, warto o nie walczyć na wszystkie sposoby, nawet jak wydają się niesamowite ;) 

PS wiem, że będziecie mieć masę pytań po tym poście, ale ja jestem tylko pacjentem. Jeżeli chcecie, żeby ktoś doradził Wam fachowo w sprawie biorezonansu i odpowiedział na dręczące Was pytania – dzwońcie / piszcie bezpośrednio tutaj (kontakt do Bicomedica) . Tam ludzie mają wielkie serca i chęć pomocy – z pewnością będą potrafili Wam doradzić w sprawie terapii, odpowiedzą na pytania. Jedna  z założycielek kliniki sama przeszła bardzo ciężką neuroboreliozę i wyleczyła się właśnie tą metodą, a o boreliozie wie dosłownie wszystko.

Tak właśnie przechodzę terapię – jak widać status bardziej jak w kinie niż w klinice :D

 

Total
396
Shares

1 comment

  1. Dziękuję że jesteś, walczę, bardzo mi pomogłaś. Dzięki Basia, jesteś wspaniała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*