Zdjęcie: Marta Brodziak

Ostatnie lata zmusiły mnie do tego, żebym przestała olewać temat dbania o włosy. Zawsze włosy… były :D Totalna ignorantka level hard. Od momentu, kiedy zaczęłam pracować w mediach okazało się, że moje włosy są CIĄGLE albo kręcone, albo prostowane, albo jedno i drugie tego samego dnia. Po jakimś czasie chcąc nie chcąć kondycja nawet grubego włosa zaczyna być dramatem. Gdzie podziały się moje lśniące włosy!?

Mój codzienny rytuał wyglądał tak: myłam włosy, nakładałam odżywki, suszyłam, MIAŁAM SZOPĘ i tę puszystą szopę musiałam usilnie prostować / kręcić, żeby wyglądało to jakkolwiek ,,żeby móc wyjść z domu”. Tymczasem okazuje się, że można bardzo ułatwić sobie życie wprowadzając w świat włosów jedną, małą, ale bardzo znaczącą zmianę.

ZIMNE POWIETRZE

OTÓŻ magiczną sztuczką w walce o lśniące włosy i BLASK NA GŁOWIE jest zimne powietrze w suszarce.  Jakie było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że wykańczając suszenie zimnym powietrzem otrzymujesz opanowane włosy, ZERO PUSZENIA i zamknięte łuski pozwalające na blask, a nie mat. Widzisz totalną różnice po pierwszym suszeniu, a po kilku razach włosy  zmieniają się nie do poznania. Francuzki przeprowadzają cały proces suszenia od A do Z tylko zimnym powietrzem, przez co przez lata mają grube, lśniące włosy. Od momentu, kiedy intensywnie stosuję ten patent, ,,puszenie” jest nutą przeszłości – nie ma go, zabiłam, zapomniałam, niech spoczywa w pokoju.

Suszarek, które mają funkcję suszenia na zimno jest od groma, więc bez problemu znajdziecie taką w każdym sklepie – nie jest to żadna tajemna technologia sprowadzana zza oceanu. Natomiast warto sprawdzić, która ma jeszcze dodatkowe ,,smaczki”, które mają znaczenie i dadzą efekt SPEKTAKULARNY, a nie tylko poprawny.  Suszarkę jednak kupuje się na wiele lat, więc warto pogrzebać w nowościach, którymi przez te długie lata będziemy raczyć nasze piękne pukle.

Ostatnio w moje dziewczęce dłonie wpadła suszarka, która sprawiła, że chociaż przez lata myślałam ,,jaką różnice może zrobić suszarka”,  już wiem – gigantyczną.  Babyliss Digital Sensor ma wspomnianą opcje zimnego powietrza, ale jest też zaczarowana funkcja ,,jonizacji” odpowiadająca za BLASK. Ta funkcja działa również przy ciepłym powietrzu, które w tym modelu też jest ,,inteligentnie” regulowane, żeby nie przegrzać włosów. Dzięki temu  kończąc suszenie zimnym powietrzem (bez modelowania) masz na głowie GŁADKOŚĆ.  Nie ma żadnego  ,,siana”, czy puszenia się, które wymaga tony olejków czy kolejnych 40 minut gimnastyki ze szczotką czy prostownicą. Reasumując: robienie fryzury kończy się już po suszeniu – bez użycia żadnych, innych gadżetów. Kiedy porównałam efekt suszenia z moją starą, wysłużoną,  ,,gorącą” suszarką, to aż sama do siebie prychnęłam śmiechem w lustro, bo różnica była tak rażąca.

Dla mnie był to kopniak w piszczel, że jako dorosła, wykształcona kobieta dopiero po wielu latach używania starego sprzętu zorientowałam się, że robiłam sobie straszną krzywdę. Dlatego jeżeli marzysz o zdrowych włosach wywal starą suszarę i odtańcz wokół śmietnika taniec zwycięstwa. Zainwestuj w nową  i przejdź do świata inteligentnego suszenia na zimno. Piszę ,,zainwestuj” bo czasem nie są to tanie rzeczy, ale kiedy policzysz ile regeneracji u fryzjera Ci to odejmie to… TAK, jest to inwestycja.

Walczcie dziewczyny o swoje zdrowe pukle lśniących włosów TERAZ.

Bo życie jest tylko TERAZ ;)

Total
79
Shares

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*
*